Woda jest duszą ogrodu. W tradycyjnych ogrodach japońskich woda jest niezbędnym elementem symbolizującym przemianę i ruch. Zawsze będę twierdzić, że choćby to miała być mała kałuża tworząca się pod niedokręconym kranem ogrodowym, albo poidełko dla ptaków, w ogrodzie musi być woda!
W centralnym miejscu mojego ogrodu znajduje się niewielkie oczko wodne z tworzywa sztucznego. Kiedy pierwszy raz je ujrzałam nie miałam nawet cienia nadziei, że będzie kiedykolwiek choć odrobinę przypominać dziką, leśną sadzawkę. Nad jednym brzegiem tkwił koszmarny aniołek rodem z horroru, a drugi brzeg był częściowo zarośnięty jałowcem, który z wilgotnym otoczeniem sadzawek raczej niewiele ma wspólnego. Na tafli wody zaś smętnie unosiła się martwa mysz. Jednym słowem - cmentarz.
W centralnym miejscu mojego ogrodu znajduje się niewielkie oczko wodne z tworzywa sztucznego. Kiedy pierwszy raz je ujrzałam nie miałam nawet cienia nadziei, że będzie kiedykolwiek choć odrobinę przypominać dziką, leśną sadzawkę. Nad jednym brzegiem tkwił koszmarny aniołek rodem z horroru, a drugi brzeg był częściowo zarośnięty jałowcem, który z wilgotnym otoczeniem sadzawek raczej niewiele ma wspólnego. Na tafli wody zaś smętnie unosiła się martwa mysz. Jednym słowem - cmentarz.
Cóż było robić? Zakasałam rękawy i zabrałam się do pracy. Przede wszystkim mysz została pochowana z honorami, a znad brzegu oczka zniknął upiorny aniołek. Jałowiec został eksmitowany, a całe oczko ponownie wypoziomowane i umyte (chwała niech będzie mężowi).
Podobno ogród jest odbiciem tęsknot i marzeń osoby, która go stworzyła. Marzyłam więc o dzikiej, lekko zarośniętej sadzawce, nad którą unoszą się paprocie i irysy. Takie leśne oczko wodne ze stojącą taflą wody, która tylko lekko faluje i wprowadza do ogrodu atmosferę spokoju. Niestety zamaskowanie okropnych plastikowych brzegów okazało się dość poważnym wyzwaniem. Zaczęłam więc wędrować po co bardziej podmokłych terenach wokół naszego fińskiego domu i przyglądać się naturze. Finlandia wszak krainą jezior! Z każdej z takich wędrówek przynosiłam w kieszeniach rośliny strefy bagiennej: kaczeńce, wszelkiego rodzaju trzciny i turzyce i co tylko udało mi się dyskretnie wygrzebać z mułu.
Zaczęłam obsadzać brzegi oczka mocując rośliny wodne kamieniami w strefie płytkiej wody (tak, tak, plastikowa konstrukcja przewidziała takową!). Gorzej było z teoretyczną strefą wilgotnej łąki wokół brzegów, bo oczko otaczają lite skały, między którymi ziemi i przestrzeni jest niewiele. I tu z pomocą także przyszła natura. Wystarczyło rozejrzeć się wokół domu - paprocie i zabłąkane, bezpańskie liliowce i irysy aż się prosiły o to, aby nadać tej plastikowej misce tajemniczy charakter leśnego oczka wodnego. Całości dopełniły żurawki i wszędobylskie szafirki, a także naparstnica-niespodzianka, która regularnie wysiewa się na brzegach oczka i zachwyca swoimi niezwykłymi kwiatami. Po roku pracy oczko wodne wyglądało tak:
A dziś (po trzech latach) wygląda tak:
Dużą niespodzianką okazały się irysy, które przesadzone ze swojego bezpańskiego poletka zaczęły kwitnąc i osiągać spore rozmiary w porównaniu do roślin, które pozostały na swoim pierwotnym stanowisku. Co ciekawe - są w stanie wciskać się kłączami w szczeliny między kamieniami otaczającymi oczko i zachowują się jak rośliny naskalne. Mało wymagające, a jakże piękne i bezpretensjonalne kwiaty o cudownym, słodko-rześkim zapachu.
Oczko stało się również domem dla wielu stworzeń. Od dwóch lat wyposażone jest w stały zestaw żab, z których jedna przypomina rozmiarami żabią Godzillę, zaś pozostałe trzy są małe i dość płochliwe. Zdarzyła się również emocjonująca wizyta zaskrońca, po której żaby doświadczyły sporej traumy i zniknęły z oczka na parę tygodni. W zestawie są także wszelkiej maści owady wodne, np. nartniki, ślimaki - nieśmiertelne błotniarki, które są w stanie przetrwać fińską zimę zagrzebane w zamarzniętych przy brzegu liściach (!), a także jeden pająk, który systematycznie rozpina sieć nad taflą oczka i poluje na przelatującą owadzią drobnicę.
Zaczęłam obsadzać brzegi oczka mocując rośliny wodne kamieniami w strefie płytkiej wody (tak, tak, plastikowa konstrukcja przewidziała takową!). Gorzej było z teoretyczną strefą wilgotnej łąki wokół brzegów, bo oczko otaczają lite skały, między którymi ziemi i przestrzeni jest niewiele. I tu z pomocą także przyszła natura. Wystarczyło rozejrzeć się wokół domu - paprocie i zabłąkane, bezpańskie liliowce i irysy aż się prosiły o to, aby nadać tej plastikowej misce tajemniczy charakter leśnego oczka wodnego. Całości dopełniły żurawki i wszędobylskie szafirki, a także naparstnica-niespodzianka, która regularnie wysiewa się na brzegach oczka i zachwyca swoimi niezwykłymi kwiatami. Po roku pracy oczko wodne wyglądało tak:
A dziś (po trzech latach) wygląda tak:
Dużą niespodzianką okazały się irysy, które przesadzone ze swojego bezpańskiego poletka zaczęły kwitnąc i osiągać spore rozmiary w porównaniu do roślin, które pozostały na swoim pierwotnym stanowisku. Co ciekawe - są w stanie wciskać się kłączami w szczeliny między kamieniami otaczającymi oczko i zachowują się jak rośliny naskalne. Mało wymagające, a jakże piękne i bezpretensjonalne kwiaty o cudownym, słodko-rześkim zapachu.
Oczko stało się również domem dla wielu stworzeń. Od dwóch lat wyposażone jest w stały zestaw żab, z których jedna przypomina rozmiarami żabią Godzillę, zaś pozostałe trzy są małe i dość płochliwe. Zdarzyła się również emocjonująca wizyta zaskrońca, po której żaby doświadczyły sporej traumy i zniknęły z oczka na parę tygodni. W zestawie są także wszelkiej maści owady wodne, np. nartniki, ślimaki - nieśmiertelne błotniarki, które są w stanie przetrwać fińską zimę zagrzebane w zamarzniętych przy brzegu liściach (!), a także jeden pająk, który systematycznie rozpina sieć nad taflą oczka i poluje na przelatującą owadzią drobnicę.
Chyba najbardziej lubię w swoim oczku to, że nie sposób przejść przez taras nie zerknąwszy na nie i nie sprawdziwszy co ciekawego się w nim dzieje - jakie rośliny aktualnie kwitną, ile żab przebywa na brzegach w danej chwili i czy nie pojawił się przypadkiem jakiś nowy mieszkaniec. W czasie suszy również ptaki korzystają z oczka. Podejrzewam także starszego kota o popijanie wody.
Najwyraźniej udało się nam dodać do ogrodu element, który wpasował się w jego swoiste "feng shui". Coś musi być na rzeczy, bo wszyscy (ludzie, koty i inne stworzenia) czujemy się w pobliżu tego oczka wspaniale. Od martwej myszy do tętniącej życiem sadzawki. Czy może być coś bardziej symbolicznego?
A na koniec jeszcze raz irysy, w których jestem zwyczajnie zakochana.









